22 lipca 2017

W dziesiątkę! Czyli wszystkie moje buty

Kiedy jakiś czas temu oznajmiłam na Fejsie, że udało nam się z Dzióbkiem uszczuplić nasze obuwnicze kolekcje do 10 par butów na łebka (wliczając w to kapcie i buty do piłki nożnej), niektórzy byli zszokowani ("Rany! Jak tego dokonałaś? Ja mam 40 par i ciągle mi mało!"), na innych nie zrobiło to wrażenia ("Phi! Też mi wyczyn. Ja mam 4!"), a jeszcze inni domagali się naocznego dowodu ("Pics or it didn't happen!"). No to dzisiaj, z właściwym sobie poślizgiem, spełniam życzenie tej ostatniej grupy.

I kolejny raz podkreślam, że wcale nie uważam, że każdy powinien na gwałt zacząć pozbywać się swoich rzeczy (szerzej pisałam o tym tutaj). Ja się pozbywam tego, czego nie używam, z czystego pragmatyzmu: mniej rzeczy to mniej sprzątania, mniej szukania i więcej miejsca (które w małym mieszkaniu, takim jak nasze, jest na wagę złota). Obuwniczy nadmiar wkurzał mnie szczególnie, bo buty zajmują tego miejsca naprawdę sporo. W naszym poprzednim mieszkaniu w przedpokoju stało kilkanaście par, w moim pokoju piętrzyły się Dwie Wieże Pudeł, a kilka kolejnych poupychanych było w szafie wnękowej. Stopniowo (bardzo stopniowo, bo trwało to w sumie kilka lat) ograniczyłam swój zbiór do 10 par, z czego na dobrą sprawę wystarczyłoby mi 6, ale jeszcze nie dojrzałam, żeby pozbyć się tych pozostałych. 

Zostawiłam ulubione, często noszone, wygodne, pasujące do wszystkiego i... duże. W sensie, nie za duże, tylko konkretne, czy, jak pewnie powiedzieliby niektórzy: toporne. Nie cierpię delikatnych, "seksi" bucików. Czuję się w nich jak kolos na glinianych nóżkach, mam wrażenie, że mojej sylwetce brakuje osadzenia w podłożu i że moja postać jest jakaś nieproporcjonalna. Moje buty muszą być konkretne i na grubej podeszwie. Kolorystycznie raczej u mnie nudno (szalone, kolorowe egzemplarze wyleciały z szafy, bo i tak ich nie nosiłam), no ale na szczęście nie startuję w konkursie na najciekawszą garderobę. Dobra, to to po kolei. Oto, z czego składa się moja kolekcja:



 1. SPORTOWE Tommy Hilfiger, model Jagger

Buty typu wiosna (i trochę lato oraz jesień). Są wygodne, leciutkie, a do tego nie wyglądają jakoś przesadnie sportowo (czego nie lubię). Szybko się je zakłada (tak sobie ustawiłam sznurówki, że nie muszę ich wiązać) i są idealne do jazdy na rowerze. Uwielbiam je do tego stopnia, że chciałam kupić drugą parę na zapas, ale niestety, nigdzie ich nie ma :(
[niedostępne]


2. KLAPKI Birkenstock, model Arizona

Buty typu lato. Przed nimi miałam bardzo podobne klapki, niedostępnej chyba w Polsce marki White Mountain, które służyły mi aż 9 lat. Birkenstocki nie są aż tak wygodne jak tamte (tamte miały bardziej elastyczną, kauczukową podeszwę), ale noszą się naprawdę spoko, dobrze siedzą na stopie i są odpowiednio toporne.


3. SZTYBLETY Ecco, model Elaine

Buty typu jesień (oraz wczesna wiosna i nie-taka-znowu-sroga zima). Przez moją szafę przewinęło się wiele par botków, ale te są zdecydowanie moimi ulubionymi. Obok sportowych Hilfigera (numer 1) to najczęściej noszone buty w mojej kolekcji. Są niesamowicie miękkie, lekkie, wygodne i świetnie izolują od podłoża. Przydały mi się nawet tego lata, podczas wyjątkowo zimnego i deszczowego Open'era.


4. ŚNIEGOWCE Emu, model Paterson

Buty typu zima. Ciepłe, wygodne, nieprzemakalne, a przy tym nieco zgrabniejsze niż klasyczne modele Emu (o ile w przypadku tego typu butów w ogóle można mówić o zgrabności). Niestraszny im śnieg, deszcz ani błotociapa. Nie wyobrażam sobie bez nich zimy.
[do kupienia tutaj - rozmiary mogą być przebrane, ale ten model powraca co zimę]


5. PÓŁBUTY Vagabond, model Amina

Buty typu "na eleganckie wyjście". Jak widać, nie mam obecnie ani jednej pary szpilek ani czółenek na obcasie. Po prostu ich nie lubię i choćby były najstabilniejsze i najdopasowańsze, to w końcu i tak bolą mnie w nich nogi. W tych półbutach obskoczyłam już kilka wesel i innych mniej lub bardziej eleganckich imprez. Za każdym razem gratulowałam sobie tego wyboru.


6. KAPCIE Ugg, model Scuffette II

Buty typu "po domu". Jeden z najlepiej trafionych gwiazdkowych prezentów, jakie dostałam. Noszę je przez cały rok (tak, nawet teraz, kiedy na dworze jest 30 stopni). Wcześniej miałam podobne kapcie Emu, z których też byłam bardzo zadowolona i wszystkim je polecałam, ale jak teraz porównuję obie te pary, to jednak muszę uznać wyższość uggów, które są lżejsze i mają dłuższą i węższą tę górną część, dzięki czemu nie kłapią i nie spadają. No i nie brudzą się tak jak emu, które pod koniec życia były na czubkach prawie czarne, chociaż to akurat mogła być wina koloru (były miodowe).
[do kupienia tutaj - rozmiary mogą być przebrane, ale ten model powraca co zimę]


7. BALERINY Loft37, model Keep It Real

Buty typu "damskie". To chyba najbardziej fikuśny model w mojej kolekcji i jednocześnie jedyny, co do którego można z 99-procentową pewnością stwierdzić, że należy do kobiety. Jest wygodny (giętka podeszwa!), ale noszę go bardzo rzadko i w sumie mogłabym bez niego żyć, więc możliwe, że wyląduje na kolejnej wyprzedaży szafy.
[niedostępne]

8. ŚNIEGOWCE Relaks

Buty typu "na siarczyste mrozy". Są megaciepłe, ale miałam je na sobie tylko kilka razy. Po prostu rzadko bywa aż tak zimno, żeby moje emu (numer 4) nie dawały rady.

9. BOTKI Vagabond, model Grace

Buty typu "nogi do nieba". Swojego czasu chodziłam w nich non stop, ale potem z obiegu wytrąciły je sztyblety Ecco (numer 3), które dzięki płaskiej podeszwie są jeszcze wygodniejsze. Teraz zakładam je rzadko, raczej tylko na imprezy (czyli naprawdę rzadko). W świecie Ryfki ten model można w zasadzie uznać za "seksi".
[do kupienia tutaj i tutaj - rozmiary mogą być przebrane, ale ten model powraca co sezon]


10. KOWBOJKI Russell & Bromley, model Ringo

Buty typu "dawno temu na Dzikim Zachodzie". Są cięższe od pozostałych, swoje przeżyły i praktycznie już ich nie noszę, ale nie umiem się z nimi rozstać, bo to najbardziej znienawidzony model w historii mojego bloga. Nie zliczę, ile razy czytałam w komentarzach: "Wyrzuć te buty!", sami więc rozumiecie - nie mogę dać ich przeciwnikom tej satysfakcji (tym bardziej, że właśnie odkryłam, że na stronie producenta kosztują ponad 200 funtów, a ja je kupiłam na targu staroci za 5 czy 6 dyszek) ;)
[w normalniejszej cenie do kupienia tutaj]


***
Dajcie znać, jak to wygląda u Was. Minimalizm czy kolekcjonerstwo? Macie jakieś ulubione modele, w których chodzicie non stop? Za jakiś czas pewnie będę musiała się zacząć rozglądać za zastępstwem dla moich butów sportowych, więc wszelkie rekomendacje mile widziane!

72 komentarze:

  1. A ja pamiętam twoje piękne retro półbuty na słupku, chyba z Benetton a... Tyle lat minęło a jakos mi się ostały w pamięci, bo byly cu-dow-ne. Nie przeszły selekcji?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak! Cudne były. Z samych początków bloga :) Niestety, od paru dobrych lat w ogóle już nie noszę obcasów (numerek 9 to najwyższe, co jestem w stanie zaakceptować), więc w końcu je sprzedałam. Z bólem serca, ale bez sensu było je dalej trzymać.

      Usuń
  2. Nie wiem co złego ludzie widzą w tych kowbojkach(10)... Mnie się one najbardziej podobają z całej Twojej kolekcji ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi tak samo! :)

      Usuń
    2. I takich osób tu potrzebujemy! ;)

      Usuń
    3. Dokładnie to samo chciałam napisać! Przepiękne, klasyczne buciska. Sama bym takie nabyła z chęcią :)

      Usuń
    4. Naprawdę tak negatywnie komentowane? Sama chcę sobie takie kupić, tylko w innym kolorze. Jeśli już, to powiedziałabym że są neutralne estetycznie. :-)

      Usuń
  3. Nigdy nie bylam fanka Reebokow, ale okad sprawilam sobie Reeboki model Princess to uważam, że są to jedne z najwygodniejszych sportowych butów :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Aha i chciałam jeszcze dodać, że ja nie lubię mieć zbyt wielu par butów, jednak muszę mieć kilka par na zmianę np adidasow. Inaczej zajechałabym dany model w dwa sezony. I na sama myślę, że znowu miałabym szukać ideału coś ekm mnie trafia :)

    P.S mignęłaś mi w piątek w Bonarce i chciałam powiedzieć, że bardzo fajnie Ci w nowych włosach :)

    OdpowiedzUsuń
  5. zazdroszcze tej "szafy freelancera":) szkoda, ze jako osoba pracujaca w instytucji nie mohe pozwolic sobie, by miec tylko takie buty, bo musze miec kilka par obcasow i eleganckicj butow na rozne poru roku. Ja z obsesyjnego kupowania butow (ktore chyba kazda z nas kiedys przezyla), przeszlam w inny etap. Kupuje albo buty bardzo drogie (np. Isabel Marant) albo bardzo tanie -z czysta swiadomoscia, ze sa na jeden sezon (wszystkie te jakies "modne" modele, typu klapki z h&m, baleriny z zary) na krotkie momenty, bo ani stopa w nich nie wytrzyma dluzej, ani te buty dluzej nie dadza rady.Ogolnie mam pewnie troche wiecej par niz Ty, ale nie sa to ilosci typu 40, a raczej max.20.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kowbojki super :), nie wiem co się w nich może nie podobać. W ogóle kolekcja bardzo spoko, w sensie - nosiłabym. Może prócz zimowych, a i to nie dlatego, że mi się nie podobają jako takie, ale bardziej, bo zimą stawiam na czarne buty z gładkiej skóry, bo zdają mi się łatwiejsze w pielęgnacji. A ja leniwa jestem i jednocześnie lubię, jak po mnie tego nie widać ;P.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zazdroszczę wytrwałości! Mi butów ciągle mało :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja "najsampierw" komentarz z muchą w nosie - za Twoją dobrą radą zakupiłam zeszłej jesieni właśnie ten model kapci, tez w tym kolorze. Niestety po sezonie 1/3 wkładki się wyleniła z kożucha aż do samej tkaniny - tzn wewn jest wszystko ok, lekko ubite, natomiast ten widoczny koniec przy pięcie jest łysy i brzydko to wygląda. Denerwuje mnie tym bardziej że ten kożuszek naokoło wygląda spoko, wierzch kapcia też prawie jak nowy, tylko ten koniec tak szpeci. Zawsze kupowałam na zimę kapcie z primarka za pare euro i wyrzucałam latem. Za te zapłaciłam 80 euro i myślałam, że będę miała kapcie na lata:( a tu kupa

    Co do wyznań obuwniczych to nie ma tragedii, ale minimalizmu tez nie;)

    Co prawda tez nie mam ani jednych szpilek, ale uzbiera się z 25 par.
    Z czego 5 par to buty sportowe ( trekkingowe za kostkę, sandały trekkingowe, do biegania, halówki i klapki na basen)
    10 par to płaskie półbuty - oksfordy, derby, monki - w takich chodzę praktycznie cały rok i to mój czuły punkt zakupowy
    2 pary sandałków letnich
    3 pary butów za kostkę - w tym jedne na sztyblety na obcasie
    1 sneakersy miejskie
    2 pary kozaków - Uggi wysokie i Sorel model joan of arctic
    1 para lidlowych crocksów do ogrodu;)



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie pięty też się wytarły, ale tak się dzieje w każdych butach z kożucha (w emu niestety też) i chyba nic się na to nie da poradzić :(

      Usuń
  9. Typowe dla weganki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, gdybym była weganką, spaliłabym się ze wstydu ;) A tak naprawdę to nie, bo nie każdy, kto nie je mięsa i produktów odzwierzęcych, od razu nie nosi też ubrań i dodatków ze skóry naturalnej. Weganinem można być nie tylko z powodów ideologicznych, ale choćby np. zdrowotnych.

      Usuń
  10. A w czym chodzisz na basen albo zajęcia sportowe? :O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zajęcia JAKIE? :D
      Najbliższe sportu, co uprawiam, to jazda na rowerze, a to robiłam już we wszystkich butach z powyższej listy, z wyjątkiem tylko kapci i relaksów; albo kręgle, ale tam dają odpowiednie buty ;)
      Natomiast co do basenu, to jeśli się kiedyś wybiorę w takie miejsce, na pewno zaopatrzę się w odpowiednie klapeczki :)

      Usuń
  11. Dla kobiety bez seksapilu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy co dla kogo jest seksi, ale jeśli posługujemy się stereotypami, to masz całkowitą rację.

      Usuń
  12. A miałaś jeszcze takie fajne buty kupione na Kazimierzu. Często się kiedys pojawiały i budziły moja zazdrość. A teraz moja zazdrość budzi, że dajesz rade z tak mała ilością butów. Tez robię czystki ale daleko mi do ciebie. ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To właśnie numer 10 :) Tylko ja je kupiłam używane, trochę zdezelowane, więc wyglądały nieco inaczej niż na tym zdjęciu ;)

      Usuń
  13. Podoba mi się ta kolekcja, też dążę do czegpś takiego :) na te buty z loft37 choruję i płakać mo się chciało, że je wycofali :( także jeśli mój rozmiar to wnprzedbiegach je odkupię od Ciebie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Druga w kolejce! Czekam na kolejną Ryfko-wyprzedaż (:

      Usuń
  14. Ja mam ze 20 par, ale też konsekwentnie minimalizuję. 10 wydaje się dobrą liczbą, wspomniane przez ciebie w tekście cztery pary to jednak trochę zbyt minimalistycznie jak na polski klimat

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ile dobrze pamiętam, ta osoba właśnie nie mieszkała w Polsce, tylko w kraju o cieplejszym i bardziej stabilnym klimacie.

      Usuń
    2. Ha! Dobrze pamiętasz, bo to byłam ja i mieszkam w Prowansji. Były to sztyblety, baletki, sandały i kapcie po domu :) Śpieszę donieść, że sandały zamieniły się w klapki (ciachłam nożyczkami -są super) doszły mi buty do chodzenia w wodzie i espadryle (no bo hej, Prowansja) za to kapcie wyleciały. Zatem u mnie na piątkę :)

      Usuń
    3. To faktycznie teraz wszystko mi się zgadza, chociaż ja mieszkam w Portugalii i tutaj cztery pary to mogłoby być jednak nadal za mało. W mojej wersji dorzuciłabym kalosze na zimę i jakieś buty sportowe.
      Magrat, espadryle + Prowansja = ♥

      Usuń
  15. Zastaw super, ale serio to nie wiem, jak dajesz radę latem tylko z jednymi butami. Tak bez sandałków?!?! :D
    A jeśli szukasz sportowych nie wyglądających sportowo, to te są świetne i bardzo, bardzo wygodne https://www.vagabond.com/se/Women/Kasai/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jak to bez sandałów? Przecież mam klapko-sandały Birkenstock :) A jak zimniej, to zakładam sportowe.
      Jeszcze poprzedniego lata miałam chyba ze 4 pary sandałów, ale zauważyłam, że i tak chodzę tylko w jednych, więc się ich pozbyłam :)

      Usuń
  16. Nie chciałabym tu siać propagandy, ale jakiś czas temu widziałam materiały na you tube pokazujące jak pozyskuje sie skore i futro do butów emu i ugg. Od tego czasu omijam te markę szerokim łukiem.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja ostatnio kupiłam sobie bardzo wygodne i ciekawe buty "sportowe". Marka bodaj hiszpańska- SLOWWALK. Skórzane, lekkie, przewiewne i fajny design. A podeszwa się zgina jak marzenie. https://www.eobuwie.com.pl/polbuty-slow-walk-morvi-w-10061w-piel-nobuck-aqua.html - są też chyba inne kolory ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. zakochałam się w butach nr 3 :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Też uwielbiam duże, toporne buty. Nie jest niziutka i drobniutka, żeby popylać w balerinach, w glanach chociaż czuję, że wszystkie części mojego ciała są proporcjonalne... Chociaż w glanach już raczej nie chodzę, zostawiłam je jako pamiątkę i buty do brudnej roboty.
    Póki co mam sześc par butów i bardzo podoba mi się ten minimalizm. Stałe są półbuty, które noszę właściwie cały czas plus eleganckie okazje. Zimą zamieniam je na trapery, które prawie wyglądają na damskie, ale tak naprawdę są męskie, jak wszystkie moje buty. W wakacje latam w trampkach, których zużywam średnio trzy pary w ciągu sezonu. Poza tym mam buty sportowe: różowiutkie adidasy do biegana i stare buty górskie. Plus klapki, czasami kapcie, ale po co mieć kapcie, skoro można chodzić po domu w klapkach?
    Niestety, mój minimalizm i męski fason to w połowie moja inwencja twórcza, a w połowie stopa rozmiar 43. Może gdybym miała normalną 39-40 to chodziłabym w kobiecych butkach - niestety raczej nie będę miała okazji się o tym przekonać.

    OdpowiedzUsuń
  20. Po przeczytaniu "z czego na dobrą sprawę wystarczyłoby mi 6" zabawiłam się w zgadywanie które pary należą do pozostałej czwórki. Myślę że jestem całkiem dobra z ryfkoznawstwa bo bezbłędnie odgadłam trzy-to jest zajączki (za delikatne), relaxy (za mało uniwersalne) i botki (za wysoki obcas). Mam to samo wrażenie co do butów-że w delikatnych jestem niestabilna, nieproporcjonalna; najbardziej lubię ciężkie i nigdy w życiu nie kupiłabym szpilek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, znajomość materiału godna podziwu. Siadaj, szóstka! ;)

      Usuń
  21. Również kocham toporne buty! Sama mam 6 par (3 pary na okres jesienno-zimowy i 3 na wiosenno-letni), w których chodzę na co dzień, choć niedługo liczba ta zmniejszy się do 4, bo jedyne trampki, które posiadam oraz botki (kupione H&M, ale przez okres 3 lat były najwygodniejszymi i wyjątkowo wytrwałymi towarzyszami (czego się po nich zupełnie nie spodziewałam kupując je wyłącznie na sezon)) dokonują powoli swojego żywota. Poza tym na elegantsze wyjścia mam jeszcze półbuty i czółenka na grubym obcasie. Razem mieszczę się więc poniżej 10 par.
    Prawda jest jednak taka, że taka ilość wynika raczej z faktu, że nigdzie nie mogę znaleźć butów, które w pełni mnie zadowolą. Nie mam problemu z rozmiarem, ale nie mam też ochoty na żadne półśrodki i kupowanie, a potem noszenie takich, w których przeszkadza mi jakiś błyszczący, kolorowy lub kompletnie nieodpowiadający mi detal.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, tak, wysokie wymagania zdecydowanie nie sprzyjają zakupoholizmowi. Czasem mnie to naprawdę wkurza, bo bywa, że mnóstwo czasu zabiera mi zakup jakiejś totalnej pierdoły (np. teraz: koszulki na ramiączkach - niezbyt wyciętej, dość luźnej, bez napisów i nadruków, z porządnego materiału; lato się kończy i nadal dupa blada). No ale pocieszam się, że lepiej się trochę pomęczyć, niż kupować byle co, co potem szybko się zniszczy albo i tak nie będę tego nosić.

      Usuń
    2. Ojej, mam identycznego questa w tym sezonie i również bez efektów :( W ogóle niech ktoś mi proszę powie, dlaczego nieobcisłe topy na ramiączkach z czegoś innego niż poliester wydają się w ogóle nie istnieć? A może gdzieś jednak są, tylko ja szukam w złych miejscach?

      Usuń
    3. www.monologo.pl/bluzki-i-topy/190-bluzka-ray-blouse.html
      Polecam :)

      Usuń
    4. Mój mąż co sezon, jak widzi moje poszukiwania butów, to mówi, że jeszcze nikt nie wyprodukował takich butów jak ja sobie wymyślam. A prawda jest taka że zawsze są to najprostsze klasyki (np. czarne, skórzane jazzówki, albo cieliste baleriny albo czarne płaskie sandały z wąskimi paseczkami) a taki wielki problem z zakupem. Albo skóra eko albo dodane jakieś dżeciki lub kokardki albo niewygodne tudzież nie ma mojego rozmiaru...

      Usuń
    5. Ja już się poddałam, jeśli chodzi o kupienie jakiejkolwiek koszulki na lato. Obecnie chodzę wyłącznie w tym, co mam, czyli w większości w lnianych koszulach, w których naprawdę nie jest goręcej, a powiedziałabym, że nawet chłodniej niż w koszulkach na krótki rękaw czy też ramiączka :)

      Usuń
  22. Odkąd zaczęłaś regularnie publikować story na instagramie (które uwielbiam) czytam Cię już "Twoim głosem" (który na początku zupełnie mi do Ciebie nie pasował - jakie to dziwne, że nawet nie byłam świadoma, że przez te wszystkie lata czytania Twojego bloga, statusów na fb itd., jakiś głos w mojej głowie miałaś i dopiero, kiedy usłyszałam TWÓJ, zorientowałam się, że wcześniej "brzmiałaś inaczej"; teraz już wszystko mi się zsynchronizowało, ale uczucie było naprawdę przezabawne). A co do butów... Śledziłam dyskusję pod Twoim wpisem na fb o butach i czułam się tak, jakby mnie to zupełnie nie dotyczyło. Buty są piękne, ale najlepiej z daleka. Nie noszę obcasów, bo czułabym się jak na szczudłach, więc odchodzi kolekcja szpilek, a im bardziej kolorowe czy fikuśne buty, tym większy z nimi kłopot, bo mam wrażenie, że im powinnam podporządkować wszystkie ubrania, które do nich zakładam, a nie mojemu nastrojowi (najważniejsza jestem ja i moje widzimisię danego dnia, ba!). Twoje podejście strasznie mi się podoba. Mają pasować do wszystkiego j być wygodne.
    W ogóle bardzo się cieszę, że mogłam z Twoim blogiem dorosnąć i że gdzieś po drodze moje poglądy (tak, nawet poglądy) się nie rozjechały z Twoimi. Gdzieś w momencie, kiedy zaczęłam sobie uświadamiać, że i dlaczego jestem feministką, popieram walkę o prawa mniejszości, itd. (na zasadzie żyjmy i dajmy żyć innym, i dajmy im spokój), Ty zaczęłaś o tym głośniej mówić i w ogóle sama nie wiem, chciałam Ci chyba podziękować za to, że jesteś taka fajna i mieć to z głowy, i już nigdy nie popadać w takie ckliwe tony. No. To napisałam.
    agacie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany, dzięęęęki! :) Ckliwe tony od czasu do czasu są jak najbardziej mile widziane ;)

      Usuń
  23. podziwiam ten minimalizm, naprawdę ! :)
    Buty uwielbiam pasjami i chyba nie ma miesiąca kiedy nie zakochuję się w jakiejś nowej parze :D Ale co do "stabilnej podstawy" to pełna zgoda ! Najdelikatniejsze buty jakie mam to japonki na basen/plażę :) przy czym ...ich też mam z pięć par ;-)

    OdpowiedzUsuń
  24. Stanowczo jestem minimalistą, ale raczej dlatego że buty są drogie, mam za duży rozmiar stopy jak na kobietę i nienawidzę sklepów z butami nawet bardziej niż sklepów z ciuchami. Noszę coś, co w połowie jest półbutami, a w połowie niskimi glanami (podróbka martensów - w życiu nie kupię butów które kosztują tyle co mój czynsz plus media), trampki, buty do biegania i w góry (dwa w jednym, znowu brak kasy się odzywa), ostatnio rozwaliły mi się zimowe glany i nie wiem, co zrobić ze swoim życiem, bo i tak nie rajcują mnie glany, raczej noszę je pod spodniami, ale wszelkie damskie i męskie modele zimowe są zwyczajnie brzydkie.
    Totalnie się zgadzam z tym, że buty powinny być duże. I to obojętnie nawet, kto jaką ma figurę, to po prostu interesująco zmienia ten "wzrokowy" punkt ciężkości ciała. No i grube podeszwy są zdrowe i fajnie się nimi tupie ^^
    Smuci mnie tylko, że da się znaleźć damskie buty na mój rozmiar, ale są zawsze nudne i nijakie, plus takie... staruszkowe? Jako fanka ciekawych butów czuję się pominięta :C

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. warto wydać kasę na martensy bo one żyją niemal wiecznie :)
      A co do zimowych to polecam Palladium ! Też nie kosztują 50 zł ale za to są trwałe i - moim zdaniem - ładne :)

      Usuń
  25. Butów mam oczywiście więcej, niestety wynika to z tego, że próbuję znaleźć takie, które nie urywają mi stóp. Kończy się to tak, że mam pełno egzemplarzy obcierających do krwi i/lub odparzających stopy i chodzę tylko w jednych, które tego nie robią bez przerwy, zarzynam je w sezon i potem nie mogę kupić kolejnych, które by mnie nie obcierały. Nawet klapki Birkenstocka mnie obtarły, co jest o tyle smutne, że to są drogie buty, w których nie wiem, czy będę mogła chodzić. Sprzedaż nie wchodzi w grę, bo ludzie w internetach chcą wszystko za darmo i potem latami wiszą mi rzeczy na koncie w Vinted oraz pudła i tak zajmują miejsce w szafie... Smutna historia.

    OdpowiedzUsuń
  26. No nie żartuj, te kowbojki są boskie! Ja je pokochałam od pierwszego wejrzenia.

    OdpowiedzUsuń
  27. U mnie również 10 par, od dłuższego czasu i na razie to się chyba nie zmieni.

    OdpowiedzUsuń
  28. Kolejny reklamowy post.Rozczarowujący

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam nic nie odpisywać, ale dobra. W końcu trzeba edukować ;)

      To nie jest wpis reklamowy. W sensie: z żadną marką ani sklepem się na niego nie umawiałam. To moja własna inicjatywa - pomysł powstał przy okazji dyskusji na moim FB o eliminowaniu nienoszonych butów.

      Chyba że chodzi Ci o linki? Mogłam ich w ogóle nie podawać - jak któreś buty kogoś zainteresują, to niech sobie gugluje, a co! Ale poświęciłam trochę czasu, żeby wyszukać te modele w sklepach. Na pocieszenie napiszę, że tylko na części linków mam szansę cokolwiek zarobić (nie wszystkie podlinkowane sklepy mają programy afiliacyjne). Za to Ty na 100% nic a nic na tym nie stracisz. Lepiej?

      Usuń
    2. a ja ...bardzo sobie cenię Twoją transparentność (takie "modne" słowo :) ) Jak współpracujesz z jakąś firmą to o tym piszesz, jak polecasz lody Ben & Jerry's to, co prawda, dziwię się, że robisz to "sama z siebie" (bo przecież one są paskudne :) ), w KFC też nie miałabym czego zjeść ale i tak jesteś dla mnie osobą wiarygodną ;-)

      Usuń
    3. O, jak miło! Dzięki. Sama jestem czytelniczką innych blogów i staram się zachowywać tak, jak chciałabym, żeby blogerzy zachowywali się w stosunku do mnie. Czyli po prostu fair. Fajnie, że ktoś to docenia :)

      Usuń
    4. Nie chciałam cię zdenerwować ,tylko tęsknię za dowcipnymi ,inteligentnymi postami z przeszłości.Miło mi ,że chciałaś mnie wyedukować.Pozdrawiam spokojnie i merytorycznie - Ciemnotka

      Usuń
  29. Ja tu pierwszy raz - dzień dobry! :-)
    I mam pytanio-zdziwienie ;-) takie: w ulubionych butach na Open'erze? I to deszczowym?!! Ja mam na tego typu błotne okazje specjalne buty pt. tych nie szkoda. ;-)
    i ogólnie, czy te 10 par oznacza, że mało niszczysz buty przy używaniu (zazdroszczę...), czy że w ramach tej dziesiątki często wymieniasz buty na nowe w tym samym modelu? :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale faktycznie, mało niszczę buty. Może dlatego, że dużo jeżdżę na rowerze, więc podeszwy się tak nie ścierają? ;)

      A poważniej, większość z tych butów mam od 2-3 lat, więc nie jakieś wieki, ale są w bardzo dobrym stanie i na pewno posłużą mi jeszcze długo. Ogólnie prowadzę raczej "czysty" tryb życia i wolno zużywam ubrania i buty: nie chodzę po górach, nie uprawiam sportów, nie mam ogródka czy samochodu, żeby przy nich majstrować. Dlatego specjalne ubrania i buty "do brudzenia" u mnie się nie przydają.

      Na tegorocznym Open'erze padało, ale nie aż tak, żeby było błoto po kolana, więc sztyblety wyszły z tego bez szwanku (zresztą jesienią i zimą też noszę je, kiedy jest mokro, więc to w sumie ich zadanie). W suche dni zakładałam moje sportowe hilfigery, które zresztą towarzyszyły mi również na (suchym i słonecznym) Open'erze 2 lata temu. Po powrocie nawet nie musiałam ich przecierać :)

      Usuń
    2. Nadal zazdroszczę... ;-)
      Też prowadzę miejsko - czysty tryb życia, a 2 - 3-letnie buty wyglądają u mnie na mocno zużyte... Dlatego mam jednak więcej par - noszę na zmianę, żeby buty między maltretowaniami miały szansę "odpocząć" ;-) W te wakacje "zarżnęłam" już dwie pary sandałków i musiałam uzupełnić zapasy. ;-)

      Usuń
  30. Ja z opcji kolekcjonerskiej. Też wolę płaskie więc kilka lat temu powywalałam jakieś mega wysokie buty których nie nosiłam, zostawiłam dwie pary na klockowatym obcasie, ale innych toporniakow mam trochę.

    OdpowiedzUsuń
  31. Dzień dobry :)
    Wspaniale zminimalizowałaś kolekcję butów. Ja mam w domu tylko pary na konkretny sezon, resztę u rodziców i niestety przewożę (minusy wynajmowania mikro mieszkania). Obiecałam sobie, że jak pójdę na swoje mieszkanie, to wezmę je wszystkie i zrobię z nimi porządek, a co! ;)
    PS. Niektóre komentarze są tak absurdalne, ze aż mnie śmieszą. Komentarze klasy B normalnie :P

    OdpowiedzUsuń
  32. Twój post przypomniał mi, że przecież nie noszę obcasów, więc właśnie przyniosłam z piwnicy 2 pary, które jeszcze się tam uchowały. Zaraz wystawię je na aukcję. Na szczęście czasy, kiedy dawałam wiarę poradom typu "każda kobieta musi mieć klasyczne czarne szpilki" należą już do słusznie minionych.

    Jako osoba, która uwielbia się pozbywać rzeczy (Marie Kondo to przy mnie cienki bolo) dodam jeszcze, że po latach zakupoholizmu dotarło do mnie, że to nie możliwość kupowania w dużych ilościach jest luksusem. Prawdziwym luksusem jest świadomość, że w szafie mam same ulubione rzeczy, niezależnie od ich liczby. Not there yet, ale na dobrej drodze, ogólnie minimalizm rules :-)

    Miss Mjau

    OdpowiedzUsuń
  33. O matko, 10!, a ja tak się cieszyłam, że całą moją "kolekcję" razem z klapkami typowo na basen (nie chadzam, ale kiedyś na wakacje musiałam kupić i czasami się przydają), kapciami i starymi trampami do ogródka mam ich 15.
    Chociaż dwie-cztery pary chyba już ostatnie podrygi mają i zamierzam w ich miejsce kupić jedne sportowe (nie posiadam ani jednej pary takie...) i typowe czarne sztyblety. W przyszłym miesiącu pojawi się u mnie wpis, tylko jeszcze sandałom muszę zrobić zdjęcie ;)

    OdpowiedzUsuń
  34. A ja Ci lata całe zazdrościłam, i nadal zazdroszczę, butów z R&B! Cudne są, i nikt mi nie powie, że nie :) Sama mam 20 par - właśnie policzyłam, kurczę, myślałam, że mniej... Z tego 4 pary są nienoszone lub noszone bardzo sporadycznie. Nie jest łatwo sprzedać używane buty, ale i tak wystawiam te nienoszone.

    OdpowiedzUsuń
  35. Aż zrobiłam sobie przegląd butów :D U mnie ani minimalistycznie, ani kolekcjonersko:

    5 par - noszone rzadko:
    * klapki basenowe / wyjazdowe
    * śniegowce a la relaxy (na śnieg, mróz lub narty)
    * adidasy do biegania i na wycieczki
    * buty trekkingowe (na wylocie, prawdopodobnie ich funkcję przejmą martensy i adidasy)
    * szpilki - nowy nabytek

    6 par - noszone często:
    * sandały
    * trampki za kostkę
    * zwykłe trampki (do zużycia)
    * mokasyny
    * martensy
    * sznurowane botki na niskim klockowym obcasie (jeszcze trochę i będę musiała szukać dla nich zamiennika)

    1 para - osobna kategoria ;)
    * klapki na po domu

    1 para - próbuję sprzedać:
    * skórzane kozaki (prawie nie noszone :P)

    Co daje 13 par na chwilę obecną. Jak tak o tym myślę, to dla mnie optymalną liczbą byłoby 10 par butów :)

    Z Twojego zestawu mogłabym przygarnąć 3, 5, 9, 10, a o 7 to już nawet nie mówiąc (pamiętam, że jak rok temu je zobaczyłam u Ciebie na blogu, od razu weszłam na stronę sklepu :P). Jak przeczytałam o ryfkowej wyprzedaży chciałam zapytać, jaki nosisz rozmiar, ale już przeczytałam, że mały :/ Ale zainspirowana króliczkami właśnie zamówiłam sobie buty o podobnym kroju na Zalando i czekam aż do mnie przyjdą :D Nie, że namawiasz do konsumpcjonizmu - przydałyby mi się jakieś płaskie buty, które byłyby trochę bardziej eleganckie niż trampki, ale wciąż wygodne (moje mokasyny już nie wyglądają tak dobrze jak kiedyś, a i co do ich wygody można mieć pewne zastrzeżenia :P).

    W jakich butach mogłabym chodzić non-stop? Zdecydowanie wiązane buty za kostkę <3 - jak jest ciepło to trampki, jak jest zimno to coś cięższego. Teraz, jak jest powyżej 30 stopni, chodzę w sandałach i czuję się trochę dziwnie, bo jednak "to nie to" ;)

    OdpowiedzUsuń
  36. Cześć! Zastanawiam się na vagabondową aminą i bardzo chciałabym wiedzieć, czy są wygodne :) są?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No raczej! Cały mój opis tego modelu jest o tym, że SĄ :)

      Usuń
  37. Hej,
    Po Twoim tekście zakupiłam Vagabony Grace i od dwóch tygodni wielbię je w 100% - to są najwygodniejsze buty świata! I tak zgrabnie wyglądają na stopie, co przy płaskostopiu poprzecznym trudno osiągnąć. Dzięki za ten zestaw!

    OdpowiedzUsuń
  38. Drogie Ecco,
    z Ryfkowego polecenia zamowilam sobie Ecco Elaine rozmiar 37 i ze mna zostaja. Takze tego.....poprosze dla Ryfki jakis inny model do testowania podeslac :).

    Pozdrawiam Cie Ryfka serdecznie. Sledze cie od ladnych kilku lat i zagladam tu bardzo chetnie. Prosze o czestsze wpisy:).

    Czytelniczka z Bremen

    OdpowiedzUsuń

Dzięki za komentarz :)
* Uwaga: Na blogu działa SPAMOWSTRZYMYWACZ. Spam = linki do sklepów, Allegro, zaproszenia do odwiedzenia bloga itp. (jeśli podpiszecie się "Krysia" i podlinkujecie swój nick do sklepu z dachówkami / kosmetykami / karmą dla kota, to nadal jest to spam).